To był show po amerykańsku!

Prezentacja przed meczem z Unią Leszno. Żużlowcy Morawskiego robili wrażenie na rywalach jeszcze przed startem. Prezentacja przed meczem z Unią Leszno. Żużlowcy Morawskiego robili wrażenie na rywalach jeszcze przed startem. fot. Alicja Skowrońska
- Przeskoczyliśmy do innej epoki - mówi Sławomir Dudek, żużlowiec złotej ekipy Morawskiego z 1991 roku. 30 lat temu zielonogórzanie mieli przewagę nad rywalami już na starcie.  

 

Dziś wspomnienie 1 kwietnia 1991 roku, który żartem primaaprilisowym nie był, choć być może niejeden kibic przy W69 szczypał wtedy drugiego, czy to aby nie sen. Tym bardziej, że sezon wcześniej ówczesny Falubaz bardzo szczęśliwie uniknął degradacji. Fani widzieli wtedy szarą rzeczywistość z podupadającym, zakładowym klubem. Wiosną zaś ich oczom ukazał się amerykański produkt w najlepszym możliwym tego słowa znaczeniu, za którym stał biznesmen Zbigniew Morawski. Zawodnikom dał najlepszy dostępny żużlowy chleb. Kibice zaś dostali igrzyska, o jakich nawet kilka miesięcy temu trudno było pomarzyć.

Na otwarcie koncert grupy Kombi, przy żużlowcach laureatki Miss Polonia, zespół taneczny Magic Girl, a zawodnicy Morawskiego wyglądali jak żużlowe gwiazdy z zachodu.

 

- Zostało to zrobione w ciągu dwóch miesięcy - wspomina Sławomir Dudek. - Pan Morawski zorganizował nowe skóry, szyte w barwach biało-czerwono-niebieskich nawiązujących do amerykańskich. Wrażenie zrobiliśmy bardzo duże. Na przeciwnikach też - zaznacza żużlowiec.

 

1 kwietnia 1991 roku w Zielonej Górze było zimno i deszczowo. Niedostatki pogody przyćmiły atrakcje przygotowane przez Morawskiego. Sportowo zielonogórzanie dominowali nad Unią Leszno. Po razie zdołali wygrać tylko najlepsi w szeregach „Byków”: Roman Jankowski, Zenon Kasprzak i wielka nadzieja leszczyńskiego żużla - Adam Łabędzki. Pozostali byli tłem dla ekipy zielonogórskiej. Mecz skończył się wysoką wygraną gospodarzy, 58:31. - Przewyższaliśmy przeciwników. Mieliśmy GM’y, podwozia, ramy - wszystko z zachodu. W innych klubach na dobry sprzęt mogli liczyć tylko liderzy - zaznacza senior rodziny Dudków.

Leszczynianie przyjechali do Winnego Grodu w krajowym składzie. A Morawski? Wpisał się w trend odważnego sięgania po gwiazdy z zachodu. Na inaugurację nasze plastrony przywdzieli Szwed Jimmy Nilsen i Norweg Lars Gunnestad. Ten drugi przyjeżdżał do Zielonej Góry jako anonim, a wyjeżdżał jako ulubieniec - zwłaszcza żeńskiej części publiczności. W debiucie pojechał spod „szesnastki” trzykrotnie i trzykrotnie wygrał. Publiczność szalała.

 

- Szkoda tylko, że wtedy nie było sztucznego oświetlenia na stadionach. Tego show nie szło ładnie opakować. Te wszystkie dodatki, sztuczne ognie, które były wystrzeliwane za dnia, nie miały takiego efektu - uważa S. Dudek. I dodaje, że widowiska organizowane przez Morawskiego próbowano nieudolnie kopiować. - Dziewczyny, które były u nas miały stroje i pompony ściągane z USA. W innych miastach pompony były chyba robione z pociętych ściereczek, wyglądały jak mopy.

 

Morawski w 1991 r. był niedościgniony przede wszystkim na torze. Klub sięgnął po mistrzostwo kraju.

 

mk - łz

 

   

 

  Uniwersytet Zielonogórski

Do góry

 

Wiadomości Zielona Góra

Wszelkie prawa zastrzeżone

Redakcja serwisu Wiadomości Zielona Góra nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń ani nie zwraca niezamówionych materiałów. Redakcja Wiadomości Zielona Góra zastrzega sobie prawo skracania i redagowania tekstów oraz ich tytułów.

Na podstawie art. 25 ust.1 pkt 1b prawa autorskiego, redakcja zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów w tym zdjęć opublikowanych w serwisie Wiadomości Zielona Góra jest zabronione.